Bo trzeba czytać książki.

•Kwiecień 24, 2010 • Dodaj komentarz

Dzień dobry. Kłaniam się nisko w nowej fryzurze. No może fryzurą ciężko to nazwać, w każdym razie byłem dzisiaj, przed chwilą u fryzjera ściąć trochę z głowy tego co tam zalegało od kilku tygodni. Siedząc na cyrulicznym krześle i tempo patrząc się w lustro przyglądając się gimnastyce Pani Fryzjerki nad moimi włosami słuchałem mimochodem radia, które w tle wyło Złotymi Przebojami. Nie wiadomo skąd pojawił się nagle głos prowadzącego audycję mówiący o tym, że blisko 60% naszego najwspanialszego,  patriotycznego (zwłaszcza ostatnio) narodu nie czyta wogóle książek! Blisko 60%! Toż to niebywałe. A z prostej matematyki wynika, że blisko 40% polaków książki czyta! Można w takim razie powiedzieć, że szklanka jest blisko w połowie pełna i blisko w połowie pusta. I tak dobrze i tak dobrze.

Niestety Szanowny Pan Redaktor w swojej uwadze nie powiedział nic o tym kto te badania przeprowadził ani kto był badany (prócz tego, że byli to polacy), ani w jakiej grupie wiekowej, zawodowej i ile zarabiali. Niestety Panie Redaktorze, którego imienia i godności nie znam, śmiem twierdzić, że informacja, którą Pan podał była nie tyle nie prawidłowa co bardzo zafałszowana. Ja rozumiem, przeczytał Pan coś co dostał Pan do ręki kilka chwil wcześniej, nie mając czasu się nad tym zastanowić. Albo z braku ciekawszego materiału powiedział Pan coś co dawno usłyszał, i było to pewnie już kilka dekad temu. Sytuacja z czytelnictwem w Polsce jest niestety bardziej opłakana niż poinformował Pan na antenie swojej rozgłośni. 60% polaków nie czyta książek? A te 40%, które czytają to czy tają co za przeproszeniem? „Pana Tadeusza”?, „W pustyni i puszczy”?, „Lalke”? „Roinsona Crusoe”? Nie wie Pan? Pyta Pan skąd ja to mogę wiedzieć? Niestety na chwilę obecną gdy piszę tego posta tutaj  nie mogę się tak jak Pan na antenie pochwalić jakimiś rzeczowymi informacjami i źródłami na ten temat, ale nie omieszkam sprawdzić ich i podpiąć w późniejszym czasie do tej notatki – to mogę Panu obiecać. Natomiast mam do Pana Panie Redaktorze w Złotych Przebojach pytanie: jeżeli podszedłby do Pana jakiś dziennikarz ze znanej rozgłośni radiowej lub telewizji na ulicy i zapytał w prost: „Czy czyta Pan książki?” To jakby Pan Szanowny Redaktor się zachował? Przyznałby się Pan, że blisko od kilkunastu lat ksiązki Pan w ręku nie trzymał (celem jej przeczytania) i ewentualnie naraziłby się Pan taką odpowiedzią na nutkę sarkazmu ze strony dziennikarza lub poczucie wyrzutów sumienia? Czy też odpowiedziałby Pan twierdząco i z przekonaniem „TAK” – żeby nie wyjść na potencjalnego społecznego analfabetę? Ułatwię Panu i odpowiem za Pana: Pan może nie, ale jakieś 90% polaków tak właśnie by postąpiło. Właśnie po to, żeby nie wyjść „w blasku fleszy” na kompletnego analfabetę i ignoranta.

A teraz proszę sobie wyobrazić, że dziennikarz, z którym Pan rozmawia jest strasznie upierdliwy w temacie i zadaje Panu kolejne pytanie: „W takim razie jaką książkę Pan ostatnio przeczytał”? Ci, którzy faktycznie czytają książki nie będą mieli problemu z odpowiedzią na to pytanie, gdyż w ciągu kilku sekund będą mieli w głowie tytuł, autora i wygląd okładki czytanej przez nich ostatnio książki. Cała reszta natomiast na siłę zacznie zmuszać mózg do przypomnienia sobie tytuły jakiejkolwiek książki, którą kiedykolwiek przeczytali albo przynajmniej mieli w ręku. Dlatego też z badań takich wynika, że w dalszym ciągu ogromną popularnością w Polsce cieszą się dzieła Adama Mickiewicza, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Prusa i może Dostojewskiego. Jeśli nie widzi Pan związku to już mówię: autorzy przeze mnie wymienieni to autorzy w szkołach podstawowych i zapewne gimnazjach obowiązkowi. Którz nie czytał „Pana Tadeusza”, „Quo Vadis” czy też „Zbrodni i Kary” w szkole? No niech mi Pan palcem pokarze Panie Szanowny Redaktorze. Katorgi jakie ludzie przeżywali czytając te „dzieła” w szkole, później z nich przez nauczycieli odpytywanie i co gorsza jeszcze cytowanie wybranych fragmentów („Litwo ojczyzno moja…”) tak głęboko wryły się w pamięć, że człowiek jest w stanie natychmiast wymienić tytuły tych dzieł jak i autorów (chociaż czasami niesłusznie przypisując autorstwo  „Pana Tadeusza” Sienkiewiczowi). Prócz wspomnień katorg jest jeszcze wspomnienie filmowe – każdy szanujący się obywatel Rzeczpospolitej oglądał przynajmniej jedną ekranizację, którejś z narodowych epopei, czy to Ogniem i Mieczem, Krzyżaków czy wspomnianego już Pana Tadeusza – ogląda naród polski te filmy przynajmniej raz w roku, w któreś święta tak samo jak przynajmniej raz w roku można obejrzeć nie mniej od przeszło 20 lat intrygujące przygody młodego człowieka, o którym rodzina zapomniała i zostawiła go samego w domu. Wstyd Panie Redaktorze! Wstyd jest się przyznać ludziom przed dziennikarzami jak i przed samymi sobą o tym, że jedynym słowem drukowanym jakim są w stanie przeczytać jest program telewizyjny czy też ogromny nagłówek „Faktu” na pierwszej stronie. Wstyd im wszystkim, że siedzą przed telewizorami gapiąc się jak osły w jeden kolorowy punkcik. Wstyd jest narodowi, że karmią się tą prymitywną rozrywką pokazywaną w wielkich kwadratowych pudłach na szklanym ekranie. Po prostu im wstyd. I wstyd ten nie pozwala im się przyznać, że jeżeli coś ostatnio czytali to było w podstawówce kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej. A nawet jeżeli ktoś będzie miał odwagę się przyznać  i stanąć ze spuszczoną głową jak przed spowiedzią to znajdzie usprawiedliwienie, że ciężko pracuje i nie ma czasu, a po pracy jest zmęczony i nie ma siły na nic… prócz oglądania telewizji. Może Panie Redaktorze zabierzmy im wszystkim te piloty do tych szklanych pudełek z kolorowymi obrazkami w środku i ukradkiem niczym Święty od 6 grudnia podłóżmy zamiast tego pilota jakąś książeczkę (na początek z obrazkami),może jeden z drugim dostrzeże różnicę i mimowolnie wciągnie się w świat w którym pracuje wyobraźnia a Wiedźmin nie koniecznie ma twarz Żebrowskiego, a Bohun Domogarowa. Może kiedyś to co Pan na antenie podał bez zastanowienia stanie się prawdą… .

Reklamy

Trochę o Acer Aspire One ZG5

•Kwiecień 18, 2010 • 20 Komentarzy

Darowany mi oto taki właśnie sprzęt pewnego czasu, i od tamtego „pewnego czasu” próbuję zrobić tak, żeby mi pasowało. Czyli zainstalować Windowsa – ja wiem, że Linux fajny i wogóle, ale potrzebuję Windowsa – swojej decyzji nie będę uzasadniał bo nie chcę się wdawać w zbędne polemiki z funboyami Linucha jakiegokolwiek. Faktem jest, że przez spory czas miałem trudności z zainstalowaniem tegoż, dlatego też przez 2 miesiące siedziałem nad Ubuntu Netbook Remix i próbowałem z niego korzystać. Ale po kolei… .

Czym jest Acer Aspire One ZG5 – otóż Panie i Panowie jest to tzw. netbook, czyli krótkomówiąc przenośny minikomputer.

Specyfikacja:

CPU: Intel Atom 1,6 GhZ
RAM: 512MB (rozszerzyłem do 1,5GB)
Matryca: 8,9” Led LCD (1024×600)
HDD: 8GB SSD
Pełna specyfikacja i opis sprzętu tutaj.

Jak już pewnie zauważyliście pojemność dysku tego modelu imponująca nie jest i cokolwiek mielibyśmy z tym zrobić trzeba się zmieścić w tych właśnie 8GB, chyba, że jesteśmy skłonni i jako samozwańczy elektronicy będziemy sprzęt rozkręcać i zmiać te niefortunne 8GB na coś większego i niewątpliwie szybszego.

Ubuntu Netbook Remix

Jak wspomniałem na początku przez pierwszy okres użytkowania tego małego cuda zainstalowałem sobie Ubuntu – wersję przygotowaną specjalnie dla netbooków. Sama idea jest świetna – okrojony system przygotowany specjalnie na mniej wydajne platformy, który ma być szybki i prostu w użytkowaniu. Fak t – Ubuntu jako „Linux dla ludzi” sprawuje się o dziwo bardzo dobrze, problemy pojawiają się gdy przyjdzie nam do głowy „zrobić coś jeszcze”, czyli wyjśc poza ramy oprogramowania i trochę poeksperymentować. Jak się okazuje Netbook Remix świetnie się do tego nadaje pod warunkiem, że jesteśmy obeznani z tajnikami tego systemu, potrafimy posługiwać się konsolą, znamy wiele poleceń i wiemy gdzie grzebać i po co. Jeżeli ktoś ma czas i chęci to w internecie jest morze dokumentacji na ten temat, wiele for i oprogramowania. Jednak z czystego lenistwa chyba po prostu zaprzestałem eksperymentowania i zaczytywania się w dokumentacje i postanowiłem za wszelką cene postawić Windowsa. Ale zanim do Windowsa przejdę powiem jeszcze o kilku ważnych rzeczach. Jako, że sprzęt ten jest mi nieodzwony w mobilnym eksplorowaniu Internetu pierwsze co chciałem zrobić to podłączyć swój telefon komórkowy jako modem – za pomocą kabla lub bluetootha. Byłem pełen obaw ponieważ już wyobrażałem sobie, że będę musiał przebrnąć przez wiele for i szukać sposobu na uruchomienie Internetu w ten sposób. Tym większe było moje zdziwienie, gdy po podłączeniu telefonu odrazu pojawił się kreator połączenia komórkowego i po kilku kliknięciach mogłem bez problemu otworzyć dowolną stronę internetową, odebrać pocztę… . Mój telefon – Sony Ericsson C901 został odrazu wykryty, a skonfigurowanie połączenia przez managera jest dziecinnie proste, gdyż praktycznie wszystkie ustawienia są już zaaplikowane jako domyślnie. Również w przypadku podłączenia telefonu poprzez odbiornick Bluetooth nie było żadnych problemów i po kilku kliknięciach wszystko ładnie działało – to niewątpliwy plus. W Windowsie najpierw trzeba zainstalować sterowniki obsługujące telefon jako modem i skonfigurować połączenie a dopiero później (o ile wszystko zostało wykonane poprawnie) można cieszyć się internetem – a jak wiemy konfiguracja połączenia modemowego w Windowsach nie jest dla wszystkich oczywista, stąd może się nie obejść od zawracania dupy jakiemyś konsultantowi BOK dowolnej sieci komórkowej. Następna sprawa to taka, że praktycznie każde urządzenie, które podłączyłem było obsługiwane ad hoc – bez szukania ewentualnych instrukcji czy też sterowników. Szybko i zgrabnie.  Jednym z minusów podstawowej obsługi Netbook Remixa – a przynajmniej dla mnie – był specjalnie dostosowany GUI – mi nie przpadł on do gustu zwłaszcza, że cały obszar ekranu jest podzielony (ale przyzwoicie) na jedno wielkie „menu start” z Windowsa. Czasami zdarza się, że zapisujemy jakiś plik na Windowsowym czy też Ubuntowym pulpicie i chcemy mieć do niego szybki dostęp – tutaj ze względny na konfigurację GUI jest to nie możliwe – dopiero po sztuczkach z odinstalowaniem tego interface`u jest to możliwe, ale do tego nie doszedłem. Ostatnio – jeszcze przed sfinalizowaniem instalacji Windowsa – na próbę zainstalowałem Ubuntu zwykłe – czyli nie przystosowane bezpośrednio do „gabarytów” netbooka ale do maszyny stacjonarnej. Muszę tutaj powiedzieć, że ta wersja chodziła o niebo szybciej od wersji netbookowej i mimo braku kiklu domyślnie zainstalwanych programów (min. do obsługi wbudowanej kamerki) po ich doinstalowaniu system sprawował się bardzo fajnie, ale… – j.w. przy pewnych próbach kombinowania moja dotychczasowa wiedza po prostu nie wystarczała. Możecie nazwać mnie ignorantem, albo leniwym nieukiem, natomiast uważam, że problem z moją wiedzą o Linuxie nie bierze się z tego lenistwa właśnie lecz z bariery przyzwyczjania 🙂 – ładniejsze usprawiedliwienie ;).

Windows

Do tego podchodziłem kilkunastokrotnie. Na początku padło oczywiście na Windowsa XP – system bardzo dobry mimo już swojego wieku, w wielu przypadkach niezawodny i świetnie nadający się na platformę netbookową. Jednak jest jeden poważny problem – netbooki nie posiadają napędu dysków optycznych, więc jedyna możliwość instacji tego systemu jest albo poprzez podpięcie optycznego napędu zewnętrznego przez USB (niezbyt opłacalne rozwiązanie – ceny napędów zewnetrznych) lub dostosowanie instalki XP do uruchomienia z pendrive`a. O ile pierwszy sposób nie wchodził wogólę w grę o tyle drugi jest dosyć skomplikowany do zrealizowania. Min. dlatego, że Xp nie posiada sterowników do obsługi USB wczytywanych przy pierwszym ucuhomieniu instalatora. Dlatego też, instalkę trzeba przygotować samodzielnie posługując się dodatkowym oprogramowaniem, np WinToFlash. NIe jest to ciężki program do obsługi i jeżeli zamiast polskiego języka obsługi włączymy angielski to się szybko połapiemy co i jak. Niestety polskie tłumaczenie tego softu polegało na wrzuceniu wersji alngielskiej do translatora, stąd odrazu zmieniłem język na angielski. Wszystko ładnie i pięknie dopóki nie okaże się, że pracujemny na Windowsie 7 – wtedy niestety będziemy zmuszeni do poszukania innego komputera z XP by taką instalkę sobie zrobić – nie wiem dokładnie czym to jest spowodowane, ale mój pendrive po porstu nie zadziałał. Nie chciało mi się za abrdzo biegać i szukać komputerów z XP dlatego też wydałem kilka groszy i … zakupiłem przejściówkę IDE/USB z zewnętrznym zasilaczem… . Impreza razem z kosztami wysyłki kosztowała mnie około 20pln – dzięki temu kabelkowi mogłem podłączyć dvd z mojego komputera stacjonarnego przez USB do netbooka – i tutaj problem rowiązał się sam, ponieważ instalka odpaliła się odrazu.  Niestety instalacja XP to mordęga – trwa to około 3 godzin! A to wszystko ze względu na to, że XP nie posiada odpowiednich sterowników do obsługi szybkiego transferu na dyskach SSD – a na tyle mądry, żeby takie sterowniki podpiąc do instalacji to niestety nie jestem. Uff. Jak już wkońcu zainstalujemy tegoż XP czeka nas przeprawa przez klikanie i czekanie na otworzenie się poszczególnych klikniętych elementów – ze względu na brak odpowiednich sterowników jak pisałem wyżej jest to proces długi i irytujący. Dlatego też trzeba znaleźć sobie sterowniki, które czynność czekania skórcą do minimum i dadzą efekt prawie natychmiastowej reakcji na nasze poczynania. I coś takiego udało mi się znaleźć całkiem przypadkiem tutaj. Dzięki tym sterownikom dysk przyspieszył i od momentu ich zainstalowania netbook działa niewiarygodnie wręcz szybko. Po instalacji wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy po kolei na oba pliki „inf” i wybrać opcję zainstaluj – efekt odczujemy po wymaganym restarcie systemu. Następny problem pojawia się przy obsłudze wbudowanej kamerki internetowej. Instalacja Windowsa, z której korzystałem była maksymalnie okrojona i na dysku zajmóje około 400 MB – ale niestety jest pozbawiona praktycznie wszystkich sterowników. Po jej zainstalowaniu i zainstalowaniu sterowników do kamerki internetowej dostarczonych przez producenta – dalej nie działała – po prostu nie było takiego urządzenia w systemie. Dlatego też zacząłem kombinować z dostosowaniem instalki Windowsa do swoich potrzeb i tak z pomocą przyszedł program nLite – który przy naszej małej pomocy zmniejszy windowsa do wskazanego przez nas niezbędnego minimum. Nie będę opisywał procesu tworzenia bo to można znaleźć juz w Internecie. Natomiast wspomnę tylko o możliwości wyłączenia procesów bezpośrednio przy instalacji systemu z tak przygotowanego obrazu. Jest to funkcja bardzo przydatna i dzięki niej nasze maleństwo odrazu przy starcie Windowsa XP będzie maksymalnie odciążone – co przełoży się bezpośrednio też na szybkość pracy systemu. Cały temat opisu wyłącznia procesów/usług został poruszony tutaj i szczerze zalecam zapoznanie się z tym tematem. Zaznaczę jeszcze, że przy opcjach wyrzucania niepotrzebnych sterowników pozostawcie opcję sterowników kamer/skanerów/ urządzeń video wyłączoną – wtedy wbudowana kamerka zainstaluje się odrazu i nie będzie problemów z jej użytkowaniem.

Kończąc już powoli tego posta, dla wszelkich osób poszukujących pełnych sterowników do tego urządzonka zostawiam tutaj linka do paczki ze wszystkimi potrzebnymi elementami włącznie ze sterownikiem do SSD – żadnych innych sterowników nie będziecie potrzebować do poprawnego działania wszystkich urządzeń. – z instalek usunąłem sterowniki do Visty i systemów 64 bitowych, które w tym netbooku są zbędne.

Acer Aspire One ZG5 Drivers

MD5: 1088F7FCF268573064732665891D0A12

W razie pytań, albo zdechniętego linka – proszę o kontakt 🙂


Windows 7 Starter Edition

A tak moi drodzy. Windows 7 Starter Edition – czyli wersja Siódemki przeznaczona dla netbooków da się bezproblemowo zainstalować :). Jeżeli chodzi o butowalnego pendrive`a tak samo jak w przypadku Windowsa Xp pomocą służy WinToFlash – nie ma problemów jak w przypadku Xp ze stworzeniem instalki. Chociaż instalacja trwa koło 2 godzin warto sprawdzić jak system się zachowuje. Po wyłączeniu wszelkich graficznych wodotrysków (co troszeczkę boli, bo system wygląda naprawdę przyjemnie) nie miałem absolutnie żadnych zastrzeżeń do szybkości działania systemu. Byłoby wszystko idealnie gdyby nie jeden mały szkopuł – jak widzieliście w specyfikacji dysk ma 8GB, po zainstalowaniu Siódemki zostało mi około 60MB wolnego miejsca, które po wyłączeniu hibernacji zwiększa się do około 1,2 GB. Niestety jest to chyba stanowczo za mało, żeby zainstalować jakiś dodatkowy soft – chociaż zwykłego Open Officea i móc jednocześnie pracować komfortowo bez świadmości, że za chwilę wyskoczy komunikat o małej ilości miejsca na dysku… .

UPGRADE

Tak, upgrade – pierwsza rzecz, która została przeze mnie zrobiona to rozszerzenie pamięci RAM. Nie jest to czynność trudna, jednak niestety trzeba liczyć się z tym, że rozkręcimy małego notebooka na czynniki pierwsze. Zalecam ostrożność i nie biorę odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia 🙂 A tak na serio jest to czynność banalnie prosta i jeżeli ktoś ma na tyle odwagi, że śrubokręta się nie boi to zachęcam – z 1,5 Gb ramu na pokładzie sprzęt przyspiesza a i ja obsługując to maleństwo czuję się bardziej komfortowo. Dla tych, którzy zdecydują się na dodanie RAM`u wygrzebałem w sieci film opisujący cały proces.

Tutaj post z opisem moddingu – Dodanie RAM i modułu Bluetooth

Tutaj post z opisem moddingu – zmiana dysku SSD na dysk E-sata

Tutaj post z opisem moddingu – dodanie wewnętrznego modemu HSDPA